Tusz do rzęs Better Than Sex od Too Faced przetestowany! Sprawdźcie opinię

Cześć kochane.

Dziś wrzucam to recenzję maskary – która (podobno) jest jedną z najlepiej sprzedających się na świecie. Mowa o Better Than Sex Too Faced. Zastanawiam się, dlaczego jest tak popularna. Co w niej takiego super? Oprócz prowokującej nazwy tusz nie ma w sobie nic takiego, co mogłoby decydować o jego wyjątkowości. Szczoteczka nie jest wcale rewelacyjna, a już na pewno nieinnowacyjna – wiele tuszy ma spiralkę o podobnym kształcie, a nie są wcale w tego powodu wielbione. Co więcej – szczoteczka nie jest silikonowa, czyli nie taka, jakie kocham, lecz zwykła, „włochata”. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, że tusz sprzedaje się z przerażającą (i niezrozumiałą dla mnie) prędkością. Postanowiłam, również go kupić i przetestować.

Jeśli chodzi o opakowanie, to rzeczywiście jest fajne. Buteleczka jest metalowa, w kolorze mlecznego, jasnego różu. Napis na niej jest wytłoczony i utrzymany w takiej samej kolorystyce a całość zachwyca również dlatego, że maskara jest matowa.

Jeśli chodzi o nazwę to owszem, jest sprytna, prowokująca i przekorna, na pewno wiele kobiet kupiło ten tusz wyłącznie z powodu tej lekko buńczucznej nazwy. Nie ze mną jednak te numery. Żaden mój kosmetyk nigdy nie był i nie będzie better than… 🙂 Niemniej jednak pomysł na maskarę i delikatna otoczka skandalu przyprawiona prowokacją robią swoje – tusz kusi, żeby go wypróbować.

Na stronach internetowych czytam o tym, że jest on naszprycowany kolagenem i peptydami, więc odżywia rzęsy i w ogóle fiu fiu. Tymczasem gdy same zerkniecie na skład maskary, zobaczycie, że Better Than Sex jest tuszem do rzęs, który ma tyle samo składników pielęgnacyjnych, co kontrowersyjnych. Ja na przykład przeklinam włókna w tuszu do rzęs. Żadna maskara z włóknami nie podziałała dobrze na moje rzęsy – zawsze po pewnym czasie czuje dyskomfort, ponieważ tusz jakimś dziwnym cudem podrażnia moje oczy, a jego mikroskopijne włókienka dostają się pod soczewki i drażnią niemiłosiernie. Better Than Sex zawiera poliestrowe włókna,które budują objętość i długość każdej rzęsy. Efekt rzeczywiście może być ładny i maskarę pokochają wszystkie dziewczyny, które mają krótkie rzęsy. Szczoteczka w kształcie klepsydry to najlepsze, co można było wymyślić przy takim zwyczajnym włókniaku – przynajmniej ma ona szansę złapać i ładnie porozdzielać każdą rzęsę. Nad objętością i długością pracuje się podczas pierwszej nakładanej warstwy maskary, gdyż każda następna (niestety) skleja rzęsy i tworzy pajęcze nóżki. Jedna warstwa wystarczy w zupełności, aby wykonać pełny makijaż. Better Than Sex to tusz, którym po pierwsze trzeba umieć się malować, a po drugie należy być odpornym na włókna zawarte w tuszu. Fakt – gdy już „załapałam” jak się najlepiej malować tą maskarą, to naprawdę doczekałam się fajnego efektu długich, rozdzielonych i intensywnie czarnych rzęs. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ po 4 godzinach poczułam nieprzyjemne drażnienie śluzówki oka. Włókna dały o sobie znać. Mimo iż tusz daje ładny efekt na rzęsach – nie jest niestety dla mnie… a już na pewno, NA PEWNO nie jest better than sex 😉

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój email nie będzie publikowany.

Możesz Polubić Także

Poniżej znajdziesz artykuły podobne do ostatnio czytanego.